Download this stock image: Ko³obrzeg 07.1984. XVIII Festiwal Piosenki ¯o³nierskiej organizowany przez G³ówny Zarz¹d Polityczny Ludowego Wojska Polskiego. Nz. na scenie od lewej: Bogdan Czy¿ewski, Irena WoŸniacka, Adam Zwierz, Adam Wojdak, Tadeusz Broœ, Andrzej Szajewski. js PAP/Tomasz Pra¿mowski Dok³adny dzieñ wydarzenia nieustalony. Kolobrzeg July 1984. The 18th Soldiers' Song Bińczycki ukończył studia rok później. Dostał angaż do tej samej placówki. Na miejscu okazało się, że ma rywala. Był nim Andrzej Szajewski, absolwent warszawskiej PWST. To właśnie on Анджей Шаевский (Andrzej Szajewski) - актёр - биография - европейские актёры - Кино-Театр.Ру Актёр МЕНЮ Niestety dziś. gwiazda sportu podzieliła się z fanami tragiczną wiadomością - jej ukochany niedawno zmarł. Agnieszka Rylik była związana z Krzysztofem Zbarskim, z którym ma córkę Marię. Kup teraz na Allegro.pl za 40 zł - ANDRZEJ SZAJEWSKI - TAKIM MNIE ZAPAMIĘTAJ - NM * (13469766207). Allegro.pl - Radość zakupów i bezpieczeństwo dzięki Allegro Protect! O jego śmierci poinformowały Gazeta Wyborcza i miesięcznik Znak. Dzisiaj wieczorem zmarł Adam Zagajewski – jeden z liderów literackiego pokolenia ’68, wybitny poeta i eseista. Na łamach miesięcznika „Znak” tak pisał o przeżywaniu żałoby: „Pierwszy moment żałoby, zaraz po otrzymaniu wiadomości o zgonie bliskiej nam osoby Polski Związek Taekwon-Do z przykrością zawiadamia, że 24 lutego 2020 r. we Włościejewkach (woj. wielkopolskie), w wieku 63 lat po ciężkiej chorobie, zmarł kol. Andrzej Bryl. Jako trzeci Polak w historii (po Jerzym Konarskim i Krzysztofie Jasińskim) otrzymał dnia 24.08.1979 stopień mistrzowski w Taekwon-Do I Dan. 1. Andrzej Szajewski - A na ciebie sposobu mi brak. (0) 2. Andrzej Szajewski - Ach ta ruda. (0) 3. Andrzej Szajewski - Błękitna konnica. (0) Zmarł 18 kwietnia 2011 roku w Warszawie. Miał 65 lat. Andrzej Piszczatowski urodził się 22 października 1945 roku w Gdańsku. Ukończył warszawską PWST. Zaraz po studiach w 1968 roku wrócił do rodzinnego miasta, by rozpocząć pracę w Teatrze Wybrzeże. Szybko został jego gwiazdą: grał Ariela w Burzy, Hrabiego Henryka w Nie-Boskiej Andrzej Nowak nie żyje. Informację o śmierci gitarzysty i założyciela zespołu TSA przekazała jego rodzina 4 stycznia wieczorem na facebookowym profilu muzyka: Z głębokim żalem zawiadamiamy, że w dniu dzisiejszym odszedł nasz przyjaciel, wielki muzyk, kompozytor i człowiek wielu Pasji – Andrzej Nowak (1959-2022). 18TCQu. Krew na rękach. W poniedziałek 25 maja zmarł dr Andrzej Szaniawski. To lekarz, którego w areszcie wydobywczym trzymano za pierwszych rządów Zbigniewa Ziobro w resorcie sprawiedliwości. Dr Szaniawski został oczyszczony z zarzutów, ale areszt zniszczył mu życie. Za trzymanie rok w areszcie wydobywczym lekarz dostał zaledwie 450 tys. złotych odszkodowania. Policjanci pojmali go w drodze do lekarza. Dzień wcześniej upadł i złamał sobie szczękę. – Dopominałem się, żeby coś mi z tą szczęką zrobili, bo ból był taki, że wytrzymać się nie dało. Nie słuchali, nie dali leków przeciwbólowych – opowiadał doktor Szaniawski. Dopiero po kilku dniach konsultacja i diagnoza: konieczna jest operacja. Tyle tylko, że zrobili ją dopiero po miesiącu, kiedy szczęka się już zrosła i trzeba ją było na nowo łamać. Po źle leczonym złamaniu żuchwy została mu niedoczulica warg, stracił też parę zębów. – Aż wstyd się zwierzać. Najgorsze, że nie mogę jeść jak człowiek, więc robię to w ukryciu, tylko przy żonie. Zakładam sobie śliniaczek, a Marzenka pilnuje, żeby jedzenie było drobno pokrojone – mówił w 2015 roku dr Szaniawski. Resort Ziobry oskarżał lekarza o przyjęcie 2 tys. złotych w 2000 roku za wystawienie fałszywej opinii lekarskiej dla piekarza z Ostrołęki, skazanego za spowodowanie wypadku. Lekarza obciążały zeznania Bożeny B., znanej w Ostrołęce oszustki. – Ta sprawa była całkowicie absurdalna. Bożena B. zeznawała, że doktor Szaniawski przyjął kasę. Opisywała, że wkładało mu się pieniądze do kieszeni fartucha. Problem w tym, że on nigdy nie nosił fartucha, taki miał zwyczaj – mówi Maria Ejchart, która z ramienia Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka występowała jako przedstawiciel społeczny w sprawie przeciwko lekarzowi. Źródło: Newsweek O tym się mówi Wielka niewiadoma Zmiany w POZ były oczekiwane przez pacjentów i zostały dobrze przyjęte – ocenił minister zdrowia. Adam Niedzielski przypomniał, że 1 października ruszy drugi etap reformy, który ma kosztować „700-800 mln zł rocznie”. Co oznacza ta kwota? W końcu sami się zlikwidujemy Rekomendacje Agencji zostały opublikowane i w tym sensie rzeczywiście mleko już jest rozlane – mówi Tomasz Zieliński, wiceprezes Federacji PZ. Podwyżki w atmosferze niepewności Do 13 lipca dyrektorzy podmiotów medycznych mają czas na zawarcie ze związkami zawodowymi, funkcjonującymi w ich placówkach porozumień w sprawie podwyżek. Termin jest typową wydmuszką, bo dyrektorzy powinni wcześniej otrzymać podstawowe informacje na temat ram finansowych, w jakich mogą się poruszać. 11 paź 16 11:29 Ten tekst przeczytasz w 2 minuty Niemiecki kolaborant czy też niewinnie oskarżony przez zawistnych kolegów artysta? Ta sprawa do dziś budzi wiele kontrowersji. Andrzej Szalawski zmarł trzydzieści lat temu, nie doczekawszy się rehabilitacji. Krytycy twierdzili, że miał niepospolity talent, choć nie zdołał zademonstrować pełni swoich umiejętności. Skazany na ostracyzm, wykluczony z branży, musiał zadowalać się niewielkimi, często mało wymagającymi rolami. Początkowo nic jednak nie zapowiadało takiego rozwoju sytuacji. Andrzej Szalawski – jego prawdziwe nazwisko to Pluciński – po ukończeniu w 1936 roku Państwowego Instytutu Teatralnego trafił na scenę i aż do wybuchu wojny spełniał się jako aktor. Wcielony do armii broniącej Lwowa, cudem tylko umknął śmierci (zignorował obowiązkowe zapisy i nie zarejestrował się jako oficer, dzięki czemu uniknął rozstrzelania). Cztery miesiące później wrócił do grania. Z jednej strony ta decyzja uratowała mu życie – kiedy został oskarżony przez Rosjan o szpiegostwo, jeden z nich przypominał sobie przedstawienie z udziałem Szalawskiego i ostatecznie puszczono go wolno. Z drugiej, ponieważ występował również w spektaklach agitacyjnych, zasiała ziarno wątpliwości, czy aktor przypadkiem nie za bardzo zbratał się z wrogiem. Lektor wroga Ziarno padło na bardzo podatny grunt i wkrótce Szalawski, który wrócił do Warszawy, zorientował się, że nie ma co liczyć na pracę. Przez jakiś czas tułał się, nieustanie spotykając się z odmowami, aż wreszcie, z braku laku, przyciśnięty kiepską sytuacją finansową, pozbawiony niezbędnych dokumentów, zgodził się zostać lektorem w "Deutsche Wochenschau", niemieckiej cotygodniowej kronice filmowej. Czy zrobił to z własnej woli, czy na polecenie swoich przełożonych? Tego nie wiadomo, ale pewne jest, że niemal w tym samym czasie został też przyjęty do informacyjno-wywiadowczego Oddziału II Komendy Głównej Armii Krajowej, gdzie działał pod pseudonimem "Florian". W kronice pracował przez dwa lata – w tym czasie dostarczał AK między innymi informacje o niemieckich planach propagandowych i agentach, a także skradzione materiały, na przykład fotografie z obozów jenieckich. Wreszcie miał dość i dogadawszy szczegóły ze swoimi zwierzchnikami, złożył wypowiedzenie. Szefom "Deutsche Wochenschau", by uwiarygodnić swoje odejście, powiedział, że dostaje listy z pogróżkami i drży ze strachu o własne życie. Wówczas była to wyłącznie wymówka, ale Szalawski wkrótce faktycznie miał powód do zmartwień. W połowie 1944 roku aktor – przez donos Bohdana Korzeniowskiego, który oskarżył go o współpracę z Niemcami (nie da się ukryć, że aktor faktycznie, mimo wydanego przez podziemie zakazu, pojawiał się na scenie; tłumaczył, że teatr jest jego całym światem i aby żyć, musi grać) – został skazany przez Departament Spraw Wewnętrznych na ostrzyżenie włosów. Posłusznie ogolił głowę, choć wciąż twierdził, że na karę nie zasłużył. Tyle że mało kto chciał go w ogóle słuchać. Czy koledzy faktycznie uznali, że przyniósł swojemu środowisku hańbę, czy też po prostu go nie lubili i trawiła ich zawiść? W rozmowie z Krzysztofem Lubczyńskim Damian Damięcki twierdził, że wina Szalawskiego była oczywista. – Andrzej Szalawski był świetnym aktorem, ale jednak myślę, że się poplamił – mówił. – Zdaniem mojego ojca, który patrzył na tę sprawę z bliska i po wojnie był właśnie w komisji Korzeniewskiego, Szalawski mocno zgrzeszył. Późniejsze, wątpliwe, bo, przecież do sprawdzenia wówczas, usprawiedliwienia, że działał z polecenia AK, były i tak słabym argumentem wobec grozy komunikatów płynących z głośników ulicznych, w których czytał listy Polaków skazanych na śmierć i doniesienia o frontowych zwycięstwach III Rzeszy". Ale byli i tacy, którzy wierzyli w jego niewinność. "Poznałam Kazimierza Moczarskiego u Szalawskich. Zapewniał mnie, że Andrzej nie był żadnym kolaborantem, że bierze pełną odpowiedzialność za te słowa" mówiła na przykład aktorka Krystyna Łubieńska w "Dzienniku Bałtyckim". "W warszawskim teatrze, w którym podczas okupacji grał Szalawski, znajdowała się jedna z najważniejszych radiostacji przekazujących wiadomości do Londynu – wtórował jej Andrzej Piszczatowski. – Po wyjeździe z Wybrzeża Szalawski był w Teatrze Powszechnym u Zygmunta Hübnera, a jak wiadomo, Hübner wybierał do swojego zespołu tylko tych ludzi, których szanował". "To był najuczciwszy i najbardziej prawy człowiek, jakiego znałem. Miał obsesję, która w nim narastała. Bał się, że znowu mogą go oskarżyć. Gdziekolwiek wyjeżdżał, zawsze zabierał ze sobą papiery, które potwierdzały jego niewinność", dodawał pasierb aktora, Marcin Troński. Okaleczony Jurand Na tym jednak nagonka się nie skończyła. Na początku 1945 roku, decyzją sądu koleżeńskiego, skreślono go z listy członków ZASP-u na całe trzy lata. Szalawski, oburzony tą jawną niesprawiedliwością, znerwicowany i pogrążony w głębokiej depresji, nie mogąc liczyć praktycznie na żadne wsparcie dawnych znajomych, przeprowadził się do Jeleniej Góry, gdzie zatrudnił się w teatrze jako sufler i szofer, a także współdziałał z rozmaitymi organizacjami kulturalnymi. Po dwóch latach, kiedy uznano, że odpracował swoją winę, przywrócono mu prawo do wykonywania zawodu i Szalawski z ulgą wrócił na scenę. Jednak jego radość nie trwała długo. W 1948 roku został aresztowany przez UB pod zarzutem "współpracy z hitlerowcami i działania na szkodę Narodu Polskiego" i, mimo działających na jego korzyść zeznań wielu świadków oraz biegłych, osadzony w więzieniu na trzy lata. Odzyskawszy wolność, znów wrócił do zawodu. Zagrał między innymi w "Krzyżakach" – Aleksander Ford powierzył mu tragiczną rolę okaleczonego Juranda; nie da się ukryć, że do Szalawskiego pasowała jak ulał. Cień krzyża Powoli zaczęło się układać również jego życie osobiste. Aktorkę Izabellę Wilczyńską, która miała już za sobą nieudane małżeństwo z dziennikarzem Bronisławem Trońskim i samotnie wychowywała syna Marcina, poznał w 1963 roku w sanatorium w Szczawnicy. "Znałam go z ekranu, z filmu »Krzyżacy«, i nigdy nie widziałam w cywilu, więc zażartowałam do koleżanki, że pewnie... wygląda jak stary pierdoła. Pamiętam, jak pogroziła mi palcem, mówiąc: »Oj, Izuniu, uważaj... On jest również samotny«", wspominała. Spotkali się w kawiarni; Szalawski przypadkiem potrącił jej stolik, wylewając kawę i zrzucając monety, które natychmiast zaczął zbierać. Momentalnie przypadli sobie do gustu. "Zakochałam się w Jurandzie ze Spychowa", kwitowała aktorka. Wkrótce zostali parą, choć formalnie Szalawski wciąż był mężem Stefanii Gintel-Domańskiej i czekał na rozwód. Izabellę poślubił dopiero cztery lata później; u jej boku próbował zapomnieć o przeszłości. Do końca życia Szalawski spotykał się jednak z ostentacyjną niechęcią kolegów, którzy nie wierzyli – albo nie chcieli uwierzyć – w jego niewinność. Być może dlatego, że aktor nigdy wybitnie nie zabiegał o ich sympatię. Przystojny, uprzejmy, nieco nonszalancki, bardzo inteligentny, zawsze zadbany i elegancki, miał ponoć skłonności do wywyższania się i egotyzmu; mówił to, co myślał i rzadko kiedy integrował się z artystyczną bracią. Nazwany kolaborantem i wrogiem ojczyzny, przez całe życie zmagał się z poczuciem niesprawiedliwości. Niemal do śmierci próbował walczyć o odzyskanie dobrego imienia. I choć w 1966 roku sąd zarządził zatarcie skazanie, Szalawski nie doczekał się rehabilitacji. Zmarł 11 października 1986 roku, na skutek wylewu. Na jego skromnym grobie nie ma krzyża. "Uważałam, że swój krzyż Andrzej nosił na barkach przez większą część życia – tłumaczyła jego żona. – Nie chciałam, żeby cień krzyża padał jeszcze na jego grób". Data utworzenia: 11 października 2016 11:29 To również Cię zainteresuje Masz ciekawy temat? Napisz do nas list! Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Znajdziecie je tutaj.